Norma GAEC 2 — chaos zamiast ochrony gleb
- W skrócie:
- Norma GAEC 2 nie wprowadza zakazów działalności rolniczej, a jedynie warunkuje wypłatę płatności bezpośrednich od spełnienia określonych wymagań.
- Ochrona gleb organicznych jest już przewidziana w krajowych przepisach, jednak w praktyce przepisy te są nieskuteczne i nieegzekwowane.
- Brak spójności w komunikacji Ministerstwa Rolnictwa oraz zmiana narracji pod wpływem protestów rolników doprowadziły do dezinformacji i podważenia sensu normy GAEC 2.
- Podwyższenie progu zawartości materii organicznej z 30% do 40%, wynegocjowane przez Polskę, ograniczyło liczbę rolników uprawnionych do dodatkowych płatności, działając na ich niekorzyść.
- Brak systemowego podejścia spowodował, że ochrona gleb organicznych jest wybiórcza, sprzeczna z prawami przyrody i nie przynosi realnych efektów ochronnych.
- Płatności w ramach GAEC 2 trafiają przypadkowo, bez rzeczywistego związku z ochroną wysokiego poziomu uwilgotnienia gleb.
- Ekoschemat „Retencjonowanie wód” budzi kontrowersje, gdyż jego konstrukcja opiera się na biernym oczekiwaniu na zalanie zamiast aktywnego gospodarowania wodą.
- Polityka ochrony gleb organicznych w Polsce jest nieefektywna, a działania administracji zmierzają do utrwalenia błędnych rozwiązań.
- GAEC 2 powinien stać się impulsem do odtworzenia i rozwoju spółek wodnych, by skutecznie zarządzać gospodarką wodną na terenach rolniczych
Na wstępie należy wyjaśnić, że norma GAEC 2 nie wprowadza żadnych zakazów ani ograniczeń w zakresie prowadzenia działalności rolniczej. Odnosi się ona wyłącznie do powiązania wypłaty płatności bezpośrednich z przestrzeganiem określonych wymogów. Wymogi te nie są bardziej restrykcyjne niż obecnie obowiązujące krajowe przepisy dotyczące ochrony gruntów. W efekcie norma GAEC 2 jedynie uprzywilejowuje określoną grupę rolników posiadających grunty spełniające wskazane parametry.
Pewne zamieszanie wynika z odmiennej terminologii stosowanej w ramach przepisów Wspólnej Polityki Rolnej w porównaniu do terminologii stosowanej w krajowych przepisach dotyczących ochrony gruntów rolnych. Celem normy GAEC 2 jest ochrona gleb bogatych w węgiel organiczny – torfowisk oraz obszarów podmokłych. W praktyce, na gruncie polskich przepisów dotyczących ochrony gruntów rolnych, norma ta odnosi się do torfowisk, ale przede wszystkim do użytków rolnych położonych na glebach pochodzenia organicznego.
Konstrukcja krajowych przepisów w zakresie ochrony gleb organicznych jest logiczna i zasadniczo przewiduje zakaz ich degradacji oraz obowiązek utrzymania odpowiedniego uwilgotnienia tych gleb za pomocą istniejących urządzeń melioracyjnych, jeśli takie oddziałują na grunt. Wynika z tego, że obszary objęte normą GAEC 2 są już formalnie chronione przepisami krajowymi. W praktyce przepisy te są nieskuteczne i często nieprzestrzegane, a organy państwowe nie podejmują działań zmierzających do poprawy tego stanu rzeczy. W tym kontekście należy uznać, że próba wprowadzenia mechanizmów, które motywowałyby rolników do samodzielnego podejmowania działań na rzecz ochrony tych obszarów, jest pozytywnym sygnałem. Niestety, na tym kończą się dobre wiadomości w tej sprawie.
W przypadku normy GAEC 2 trudno doszukać się spójnej logiki zarówno w konstrukcji zasad ochrony, jak i w sposobie ich komunikowania. Zamiast akcentować, że gleby organiczne nie powinny być użytkowane w sposób sprzeczny z ich naturalnym przeznaczeniem — bo prowadzi to do ich degradacji — Ministerstwo Rolnictwa, pod wpływem protestów części środowisk rolniczych, zmieniło przekaz. Obecnie uświadamia rolników, że gospodarstwa o powierzchni do 10 ha użytków rolnych (stanowiące około 73% wszystkich gospodarstw w Polsce) nie będą podlegały kontrolom ani sankcjom związanym z realizacją zasad warunkowości, jednocześnie sugerując, jakoby norma GAEC 2 w istotny sposób ograniczała swobodę użytkowania tych gruntów, ale większości rolników to nie obowiązuje. Dodatkowo ministerstwo ogłosiło sukces w walce z Komisją Europejską o ograniczenie jej stosowania na mniejszej powierzchni. Biorąc pod uwagę, że ochrona gleb organicznych jest obowiązkiem wynikającym z prawa, negocjacje Ministerstwa Rolnictwa z Komisją Europejską celem podniesienia progu zawartości materii organicznej w glebie z 30% do 40% w rzeczywistości zadziałały na szkodę rolników. W konsekwencji doprowadzono do sytuacji, w której mniejsza liczba rolników kwalifikuje się do płatności w ramach GAEC 2, mimo że — logicznie rzecz biorąc — obszary przylegające do wskazanych w GAEC 2 również obejmują gleby organiczne i powinny podlegać podobnym wymaganiom i możliwościom ubiegania się o dodatkowe płatności w ramach ekoschematów. Dodatkowo wprowadzono możliwość zgłaszania przez rolników rozbieżności lub odwoływania się od decyzji, co de facto stanowi przyznanie, że opracowane materiały mapowe są niewiarygodne. W efekcie, rolnicy, po stwierdzeniu niezgodności, będą mogli kontynuować degradację tych gleb, nadal korzystając z unijnych dopłat, niezależnie od obowiązujących zakazów wynikających z krajowych przepisów.
W konsekwencji cała polityka komunikacyjna Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi utwierdza rolników, których grunty — z powodu niższej zawartości materii organicznej — nie zostały objęte normą GAEC 2, w przekonaniu, że mogą prowadzić działalność rolniczą przyczyniającą się do dalszej degradacji tych terenów. Krótko mówiąc, jest to sytuacja katastrofalna — lepszym rozwiązaniem byłby brak jakichkolwiek regulacji niż wprowadzanie norm, które powodują zamieszanie, i nie przynoszą realnych efektów ochronnych.
Niestety konstrukcja płatności w ramach GAEC 2 nie została ukierunkowana na faktyczną ochronę gleb organicznych, a ta powinna polegać na mobilizacji rolników do utrzymania wysokiego poziomu uwilgotnienia gleb, co jest podstawowym warunkiem ich ochrony. Płatności podstawowe w ramach programu przysługują rolnikom, niezależnie od rzeczywistego stanu uwilgotnienia gleby. Tym samym wsparcie finansowe nie mobilizuje w praktyce rolników do aktywnej ochrony gleb organicznych — środki trafiają do beneficjentów wyłącznie z uwagi na przypadkowy fakt posiadania przez nich gruntów o określonych parametrach. Oczywiście rolnicy mogą ubiegać się o dodatkowe wsparcie w ramach m.in. ekoschematu „Retencjonowanie wód”, jednak już samo nazwanie tego działania retencjonowaniem budzi uzasadnione wątpliwości. Z punktu widzenia działalności rolniczej – która w tym kontekście powinna być priorytetem – retencjonowanie wody nie jest celem samym w sobie. Niestety, dalsze wymogi ekoschematu jeszcze bardziej komplikują sytuację. Zamiast wprowadzenia jasnego wymogu racjonalnego gospodarowania wodą i prowadzenia nawodnień zgodnie z zatwierdzoną dla danego obszaru instrukcją, przyznanie dopłat uzależniono od wystąpienia zjawisk zalania lub podtopienia. Nie doprecyzowano jednak, czy zjawiska te powinny wystąpić naturalnie (np. na skutek wezbrań rzek lub działalności bobrów), czy mają być efektem działań zamierzonych. W efekcie wydaje się, że aby otrzymać płatność w ramach ekoschematu, wystarczy po prostu oczekiwać na wystąpienie takich zjawisk. Zgodnie z informacją Ministerstwa Rolnictwa, rolnik nie musi nawet wskazywać działki dla której ubiega się o płatność, wystarczy aby we wniosku zaznaczył chęć ubiegania o dotację i czekał na informację z IUNG-PIB potwierdzającą wystąpienie zjawisk zalania lub podtopienia. Rolnicy protestują, ponieważ nikt nie chce ponosić strat związanych z zalewaniem lub podtapianiem upraw. Obawy są zasadne bo nadmierne uwilgotnienie może prowadzić do istotnych strat produkcyjnych. Przypuszczalnie intencją twórców ekoschematu było zainicjowanie odpowiedniego poziomu uwilgotnienia w okresie wegetacji roślin. Jeśli taki był rzeczywisty cel, znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby ogłoszenie programu pod nazwą „Nawadnianie użytków zielonych”, z jasno określonym celem ochrony gleb pochodzenia organicznego. Przy okazji można było rolnikom uświadomić, że osuszanie tego typu gleb prowadzi do ich degradacji, co jest sprzeczne z przepisami prawa krajowego. Najkorzystniejsze byłoby jednak skonstruowanie wsparcia w taki sposób, aby dodatkowymi płatnościami zachęcać rolników do podejmowania działań, do których nie są zobowiązani, a które przynoszą korzyść całemu społeczeństwu – na przykład do gromadzenia i retencjonowania wody w okresach zimowych i wczesnowiosennych, zamiast do działań wynikających z podstawowych zasad dobrej praktyki rolniczej na obszarach użytków zielonych. Poza ekoschematem „Retencjonowanie wód”, rolnicy mogą korzystać z innych ekoschematów, które już nie odwołują się bezpośrednio do kwestii gospodarowania wodą, co oznacza, że nie muszą zwracać uwagi na odpowiednie uwilgotnienie gleb.
Całkowicie błędnym i absurdalnym założeniem przy konstruowaniu normy GAEC 2 było, że gleby organiczne można chronić wybiórczo w oparciu o wyspecyfikowane kryteria miąższości i zawartości materii organicznej i wprowadzając tylko dla tych wybranych gleb określone działania. Z założeń normy wynika również, że ochrona ta może być realizowana wybiórczo na określonych działkach rolnych i dodatkowo jeszcze przy stosowaniu różnych ekoschematów na każdej z nich. Do tego wszystkiego jeśli cały obszar działki nie podlega pod GAEC 2 obowiązek przestrzegania normy dotyczy tylko tej części działki, która została wskazana jako obszar objęty wymogiem ochrony gleb bogatych w węgiel organiczny, pozostała część działki, która nie wchodzi w zakres wyznaczonego obszaru GAEC 2, nie jest objęta wymogami tej normy. W nawiązaniu do powyższych wydaje się, że brak logiki jest rdzeniem założeń do ustanowienia parametrów normy GAEC 2.
Gleby organiczne to gleby, które powstały w warunkach oddziaływania wysokiego poziomu wód gruntowych, a ich ochrona jest nierozerwalnie związana z obecnością wody. Ochronę tych gleb należy traktować systemowo, poprzez dostosowanie działań do charakterystyki całych zlewni oraz do naturalnych procesów zachodzących w tych obszarach, uwzględniając przy tym sposób użytkowania gruntów dostosowany do ich specyfiki. W Dani i Niemczech ochrona gleb organicznych obejmuje gleby o zawartości węgla organicznego już od poziomu 12% (ok. 20% zawartości materii organicznej), co w praktyce oznacza objęcie ochroną wszystkich gleb o cechach organicznych. Tylko takie podejście ma rzeczywisty sens – nie tylko w kontekście ochrony gleb organicznych, ale także na wielu innych poziomach społecznych i środowiskowych. Objęcie ochroną gleb przy progu 20% zawartości materii organicznej stanowi bowiem systemowe wsparcie dla zachowania funkcji przyrodniczych i rolniczych tych obszarów. To przykład na efektywne wydatkowanie środków unijnych. Tylko podejście systemowe daje realną szansę na skuteczną ochronę gleb organicznych – każdy wybiórczy model ochrony pozostaje sprzeczny z prawami przyrody, których nie da się obejść ani „oszukać”. Niestety, w Polsce podjęto próbę zastosowania podejścia selektywnego, co w przyszłości obciąży negatywnymi skutkami całe społeczeństwo.
Zamiast negocjować z Komisją Europejską parametry dla gleb organicznych podlegających pod normę, które nie mają żadnego uzasadnienia, należało objąć ochroną wszystkie gleby organiczne przy okazji aktualizując mapę glebowo-rolniczą w tym zakresie. Dla jasności wystarczyło posłużyć się w normie istniejącą terminologią gleb organicznych wynikającą z rozporządzenia o klasyfikacji gleb lub odniesieniem do parametrów gleb wykorzystywanych w praktyce gleboznawaczej. Dzięki takiemu podejściu mielibyśmy zaktualizowane mapy glebowo-rolnicze, wykorzystywane również w innych celach. Zamiast tego w chwili obecnej mamy mapę z zasięgiem gleb o określonych parametrach, która przy suszy jaką mamy w tej chwili straci niebawem na aktualności ze względu na degradacje gleb i wykorzystywana będzie do momentu kiedy ktoś w końcu wyjdzie z rozsądnego założenia, że założenia normy GAEC 2 są błędem i trzeba je zmienić. Wiarygodność zasięgów z obszarami o określonych normą parametrów ministerstwo już samo podważyło. Za normą GAEC 2 poszła cała maszyna biurokratyczna od tworzenia cyfrowych map, przez system weryfikacji po kontrole. Wydaje się, że skomplikowanie tego programu bardziej nie jest już możliwe. Podsumowując unijne przepisy dotyczące ochrony gleb organicznych są bardzo dobre i zasadne. Niestety implementowanie wymogów tych przepisów w naszym kraju jest już fatalne.
GAEC 2 powinien w szczególności być skierowany na właściwe utrzymanie istniejących systemów nawadniania i inicjowaniu działań zmierzających do przebudowy tych systemów, które działają często w sposób nieprawidłowy Działania te powinny obejmować także wdrażanie rozwiązań mających na celu podnoszenie poziomu wód gruntowych w celu przeciwdziałania degradacji gleb organicznych. Ponieważ systemy nawodnieniowe oddziałują na całe obiekty melioracyjne, a nie pojedyncze wybrane działki, skuteczne zarządzenie takim system może być realizowane wyłącznie w ramach zorganizowanych działań, a takie są dedykowane właśnie spółkom wodnym. Powiązanie wprowadzania normy GAEC 2 z zainicjowaniem większej partycypacji rolników w spółkach wodnych byłoby świetnym elementem, który pomógłby w odtworzeniu i rozwoju spółek wodnych.
