Plan gospodarowania wodą…na Żywiecczyźnie…i dalej
Tytuł by sugerował, że chodzi o strategię zarządzania wodą na Żywiecczyźnie. Takie opracowanie jest bardzo potrzebne, a nawet niezbędne. W każdej górskiej gminie zresztą. Ale ta jest mi najbliższa.
Klimat daje popalić, niedobory wody widać gołym okiem. Chyba, że pada…i też kłopot.
Zróżnicowany, górski las nieco podkręcony ku przeciwdziałaniu zmianom klimatycznym to szansa nie tylko dla miejscowych inicjatyw. Opis takiego „podkręcania” mógłby być podręcznikowym przykładem dla zarządzania deszczówką i klimatem na znacznym obszarze …zmiany klimatu dawno przestały być problemem lokalnym. Powodzie również.
Pełny tytuł opracowania, który wpadł mi w ręce dopiero teraz brzmi: „Plan rozwoju gospodarki wodą na terenach wiejskich na lata 2022-2030-Lokalne Partnerstwo Wodne w powiecie Żywieckim” i podtytuł: „Diagnoza zasobów wodnych”. Zlecenie wydały Śląskie Ośrodki Doradztwa Rolniczego, sfinansowała Komisja Europejska.
„PLAN”… nie ma planu, lokalne partnerstwo nie podejmuje problemu partnerstwa. Diagnoza mogła by być wstępem do planu, bo plan powinien wynikać z diagnozy…ale do takiego następstwa z powodu braku planu w tym przypadku nie doszło. Ośrodki Doradztwa Rolniczego, które to opracowanie zleciły z jakiejś dotacji mają z tego tylko taką korzyść, ze wydały pieniądze zgodnie z planem księgowym, co zaowocowało usadowieniem faktur w odpowiednich rubryczkach.
Rozliczono!
Opracowanie wykonał zespół czterech profesorów ze Śląskiego Centrum Wody. Faktur jest zapewne więcej bo identycznymi opracowaniami obdarowano wszystkie śląskie powiaty.
Płatnik jeden.Ponieważ to „plan rozwoju” wykonany osobno dla każdego z dwunastu powiatów Śląska to w rozdziale „propozycje rozwiązań (str. 74) spodziewałbym się znaleźć propozycje rozwiązań tak różnych jak różne są to powiaty. …nic z tego; propozycje są identyczne dla Kłobucka i Częstochowy, gdzie płasko i piaszczysto…dla Żywiecczyzny, gdzie góry, skała i doliny. Ze nie wspomnę o wpływie kopalnianych i zasolonych wód śląskiej aglomeracji i problem się rozłazi na całą zlewnię Wisły.
W Kłobucku na metr kwadratowy spada do 700 litrów rocznie a dla Korbielowa a w tej okolicy właśnie mieszkam…dwa razy tyle! Czterech profesorów tworzy hurtem identyczny plan gospodarowania wodą dla wszystkich powiatów Śląska w którym nie ma żadnego planu, który
wykonano systemem „kopiuj/wklej” dla miejscowości, których pod żadnym
kątem przyrodniczym, klimatycznym, rolniczym ani tym bardziej hydrologicznym nie da się porównać.
W „diagnozie zasobów wodnych” wiele o zużyciu wody w uprawach owsa, pszenicy, hodowli krów, świń, bydła…to tabelki kompletnie nieaktualne… najmarniej sprzed trzydziestu lat. W mojej gminie pszenicy nigdy nie było, owsa dzisiaj też nie ma a w „diagnozie” są…na dodatek nie wiadomo po co. No chyba że faktura była liczona od ilości stron albo kilogramów takiego
„opracowania”
Ale jest faktura za „diagnozę zasobów wodnych” z pominięciem zasobów, a potem przewidziano jeszcze 30 mln zł na praktyczną realizacje takiego gniota.
A przecież diagnoza zasobów wodnych jeśli jest przewidziana do 2030 roku powinna choć próbować pokazania jak wówczas będzie wyglądał świat! Czy będzie z wodą, czy bez wody i co można zrobić, by jednak woda była. Za 30 mln zł można pokazać gdzie i ile wody można zmagazynować na rozwój bioróżnorodności, na podniesienie produkcyjności lasów, na ochłodzenie klimatu, na czarną godzinę. Nie ma a powinny być opracowania pokazujące
retencję potencjalną w górskich dolinach i halach, bo to pozwoliło by się uwolnić od betonozy, która zabija samorządowe budżety i nie tylko samorządowe. Potencjalną!!!…co mogło by uruchomić kreatywność mieszkańców. Póki co dominują tabelki określające stan dzisiejszy a
przeważnie już nieaktualny! …tu wpływa, tam wypływa, co by woda nie zrobiła….przeważnie same straty.
Taki dokument za takie pieniądze powinien zaproponować zmiany w prawie tak, by można było wykorzystać tanie technologie, tanie rozwiązania, nowoczesne osiągnięcia dla ochrony wody i klimatu przede wszystkim.
Trzeba podyskutować nad możliwością wyręczenia się bobrami, których tu dużo, robią fantastyczną robotę i z tego powodu są instytucjonalnie tępione.
Ani słowa o tym w opisywanym dokumencie.
W tytule też „lokalne partnerstwa wodne” i tylko w tytule. Potem o partnerstwie ani słowa…nic! Organizacje pozarządowe, których tu dużo autorzy olali… nie zasłużyły sobie na udział w partnerstwie. Niewiele też o lasach prywatnych ale przede wszystkim państwowych, które zajmują w niektórych gminach 50% powierzchni i mają największe możliwości hamowania wezbrań, fal powodziowych i tworzenia się suszy. Ani słowa o działaniach promujących „plan” wśród mieszkańców. Opracowanie zatytułowano „plan rozwoju gospodarki wodą…” jest opis, mapki nie mające żadnego związku z treścią i żadnego planu.
Nie zaznaczono „partnerstwa” z leśnymi wspólnotami o dużych tu tradycjach i chętnych do współpracy. Niewielkie skrawki pól uprawnych dawno nieuprawianych są dziś często już zagajnikami i zza biurka nie da się ich uwzględnić w „diagnozie zasobów wodnych”. Marnowane „zasoby wodne” na drogach, boiskach, dachach spływają kanałami do rzek i osuszają teren,
również ten rolniczy nie zostały uwzglednione. Wszędzie, w całej globalnej skali ten proces jest szeroki a „Śląskie Centrum Wody” się zatrzymało w pierwszej połowie XX wieku.
Plan informuje, że co sekundę odpływa ze statystycznego km2 mojego powiatu 23 litry wody…Nieprawdopodobne i kompletnie „z czapy”.
Wolałbym by autorzy pokazali co zrobić, by odpływało mniej niż odpływa… bo mamy suszę, powodzie i zmiany klimatyczne a obszar taki, że taka „diagnoza” mogłaby mieć znaczący wpływ na działania wokół klimatu, gospodarowania wodą i bezpieczeństwo całych obszarów poniżej.
Inna ciekawa informacja z „diagnozy”, że teren cierpi na brak własności retencyjnych (str 26). Po pierwsze to bzdura, chyba, że pomiary robiono w stalowej albo betonowej rynnie a po drugie bardziej bym oczekiwał, że się dowiem z takiego dokumentu jak można zorganizować przestrzeń by retencja była wysoka a na skutek oczekiwanych, choć tu nieopisanych działań jeszcze wyższa.
Jestem gotów o zakład, że żaden z autorów tego dzieła w swojej aktywności twórczej w tej sprawie nie oderwał się zza swojego biurka i cala wyliczanka obszaru jest zerżnięta z nieaktualnych statystyk nieaktualnych upraw i dawno zapomnianych hodowli. Oczekiwał bym od takiego dokumentu analizy tego co jest i co może mieć wpływ na przyszłość a nie tego co powinno być gdyby górale coś uprawiali a nie uprawiają, bo na kamienistej, górskiej glebie uprawa jest nieopłacalna. Czasem dla picu górale coś symulują, by móc otrzymywać unijne dotacje. Niektórzy próbują i moi sąsiedzi np. pielęgnują grządkę z marchewką i jeszcze kurnik. W mojej wsi żyje ok 300 mieszkańców, krów może dziesięć, kilka koni z czego tylko jeden
czasem coś zaorze. Jest jedno gospodarstwo hodowlane z owcami i kilka byczków na opas. To atrakcja dla turystów. Można kupić prawdziwe oscypki pod warunkiem, że baca nimi akurat nie zakąsi.
To opracowanie dla ODRów! W strategii rolnictwo więc kwitnie, pożera ogromne ilości wody opisane na wielu stronach zapełnionych mapkami, wykresami, dość zresztą mało czytelnymi. Woda jest |zużywana” przez rolników . Nie paruje, nie odpływa tylko jest „zużywana. Autorzy podzielili działania retencyjne na techniczne i nietechniczne. Poprawa struktury gleby
jest nietechniczna a melioracja techniczna. To jak kiedyś w przedszkolnej edukacji dzielono zwierzęta na pożyteczne i niepożyteczne. to nawet nie jest XX wiek!
Są i uniwersalne propozycje rozwiązań nie różniące się dla gór i nizin…typu „dobrze by było coś zaorać”…bezmyślnie, wielokrotnie (zgodnie z ilością powiatów Śląska) powielone całe fragmenty z tego samego tekstu.
Przeciwdziałanie skutkom suszy tez uniwersalne i również oderwane od topografii terenu.
„Plany rozwoju gospodarki wodą…” jak w tytule, powinny być zawarte dzisiaj w każdym dokumencie określającym obieg wody w przyrodzie w czasie dramatycznych zmian klimatu z perspektywą 5-10-15 i więcej lat, powinny określać zasady planowania i zarządzania wodą przede wszystkim w górskiej przestrzeni. To już przestała być zabawa w wypisywanie faktur.
Musi być skutecznie i oszczędnie.
Nie ma czasu na pozory!
Największym, globalnym dzisiaj zagrożeniem dla cywilizacji są zmiany klimatyczne i wojna. Wojna, bo pożera pieniądze, które mogły by się przyczynić do ratowania klimatu. Stąd szczególna staranność i oczekiwana sensowność podejmowanych działań finansowych dla spowolnienia zmian klimatycznych.
Przecież gdybym ja, skromny emeryt wykonał taki gniot i jeszcze go sprzedał w kilkunastu miejscach tej samej instytucji, słusznie dostał bym cztery lata odosobnienia za nieuczciwość, korupcję przede wszystkim… bo przecież bez „koperty” nikt by mi takiej chały nie zlecił ani nie rozliczył i posiedział bym….mam nadzieję w atrakcyjnym towarzystwie.
Piotr Topiński

Panie Piotrze,
Koniecznie trzeba podawać nazwiska i tytuły autorów takiego gniota „raportu”. Będziemy je rozpowszechniać. Może inni eksperci zamiast
iść na łatwiznę i zgarniać kasę, w imìę obrony honoru naukowca i własnego dobrego imienia, przyłożą się do pracy nad raportami
Barbara Cieszewska
Nihil novi przecież to państwo nie działa, dzisiaj wyczytałem opinie Zandberga: nic się nie zmieniło po zmianie władzy. A miało być inaczej….. RDOSie chronią inwestorów a nie przyrodę, WP odpowiadają za wody ale nic nie mogą bo kompetencje rozmydlono w 4 instytucjach. Podpowiadanie ministrom co poprawić w przepisach to czarna dziura.
Mądre słowa.
Niestety jako dr inż. ochrony środowiska, technolog wody – całkowicie zgadzam się, że te opracowania trzeba uznać za powielenie bez uwzględnienia warunków na każdym obszarze.
Paweł P